Część pierwsza: Gdzie już byłam i o czym będziecie mogli przeczytać na moim blogu…

Opublikowano w 18 marca 2025 15:15

Jako mała dziewczynka minimum raz do roku jeździłam z rodzicami na dwa tygodnie do ciepłych krajów. Piszę jeździłam, bo w tamtych czasach (lata 90.) nie latało się z Polski raczej samolotem. To był tak zwany luksus, na który niewiele osób mogło sobie pozwolić. Naszym luksusem były mimo wszystko wakacje w innym ciepłym kraju. A piszę luksus, bo wtedy naprawdę niewiele rodzin mogło sobie na takie wakacje pozwolić. Miejsce pracy mojego taty organizowało w lecie takie wycieczki, które były oczywiście trochę tańsze dla pracowników. Moi rodzice odkładali cały rok pieniędzy abyśmy mogli pojechać raz w roku na takie wymarzone wakacje i pójść na tych wakacjach choć 1-2 razy do restauracji i na lody.

Dzięki moim rodzicom jako dziecko zwiedziłam bardzo dużo krajów i miast. Nasz urlop nie polegał tylko na leżeniu plackiem na plaży, tylko głównie na zwiedzaniu takich miejsc jak Benidorm, Wenecja, Split, Ateny i wiele wiele innych…. I tak, na wakacje zawsze jechaliśmy wiele godzin, czasem nawet dobę lub 30-36 godzin autobusem lub w późniejszym czasie autem. To jednak nie było dla nas problemem. Najważniejszy był cel naszej wyprawy!

Właśnie to dzięki moim rodzicom nauczyłam się podróżować, zwiedzać świat i tak właśnie odkryłam moją pasję, którą teraz przekazuję mojemu mężowi i dzieciom.

Kiedy miałam kilka lat moi rodzice zaczęli zabierać także moją kuzynkę na wakacje z nami, ponieważ byłam jedynaczką, a byłyśmy praktycznie w tym samym wieku (różnica 4 miesięcy).

Dzięki temu zawsze miałam z kim się bawić, moja kuzynka miała również niezapomniane wakacje, no i końcem końców również pokochała podróże, do tego stopnia, ze po studiach mieszkała już na Malcie, w USA, Meksyku, Estonii oraz Hiszpanii.

U mnie po studiach wyszło tak, że zamieszkałam z moim wieloletnim chłopakiem w Niemczech, który miał tam pewną pracę i gdzie ja również znalazłam dobrą pracę. Po krótkim czasie (w 2015 roku) wzięliśmy ślub i w 2016 przyszedł już na świat nasz syn.

Ze względu na dzieci i pewną dobrze płatną pracę nie myśleliśmy nawet aby przenosić się do innego kraju, choć tego na przyszłość nie wykluczamy.

Jeszcze w czasie kiedy oboje z mężem studiowaliśmy, staraliśmy zarobić zawsze jakieś grosze, żeby gdzieś pojechać lub polecieć na wakacje. To właśnie z nim pierwszy raz w życiu leciałam w roku 2010 samolotem do Turcji. Po lub przed wykładami na uczelni biegałam zawsze gdzieś dorobić jako niania, sprzątaczka, kelnerka czy tez ekspedientka. Każdy grosz się liczył, żeby tylko uzbierać na wakacje, no i oczywiście też trochę godnie poimprezować.

Przed dziećmi udało nam się zwiedzić wiele krajów – przede wszystkim Turcję, Tunezję, Rodos, Maltę, Hiszpanię (Barcelona, Lloret de Mar), Dominikanę czy Egipt.

Mojego męża również udało mi się zarazić pewnym zapałem do podróżowania i zwiedzania. Jego rodzina pochodzi z Niemiec. U nich coroczne wakacje odbywały się głównie w Turcji, Tunezji lub na Majorce, gdzie lecieli samolotem i cały urlop spędzali w hotelu, leżąc na plaży i korzystając z hotelowych animacji. Nie chcę powiedzieć, że jest to cos złego, ja jednak wolę zwiedzać i poznawać nowe miejsca i rzeczy. Czasami śmieję się sama z siebie i mówię, że chyba mam ADHD, bo zawsze mnie nosi. Nie potrafię usiedzieć na swoim zadku w jednym miejscu. Myślę, że czasami moja rodzina ma mnie dosyć, bo nawet dzieci czasem mówią, że są zmęczone i chcą po prostu poleżeć na plaży.

Zawsze staram się znaleźć pewien balans między zwiedzaniem a odpoczynkiem planując każde nasze rodzinne wakacje. Minimum raz do roku jadę jednak z koleżanką lub moimi przyjaciółmi na tak zwany City-Break, gdzie staramy się w kilka dni lub przedłużony weekend oblecieć wszystko co się da.

W następnym poście napiszę więcej do tego tematu 😊.

 

Adios amigos! 😉

Ania

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.